AKTUALNOŚCI

Miasto (nie)szczęśliwe – recenzja książki Charlesa Montgomery’ego

Charles Montgomery porusza w „Mieście szczęśliwym” tematy, która dotykają każdego z nas. I chociaż część z nich jest bardziej aktualna np. dla Kanady czy USA niż Polski, to autor sprawnie wychwytuje negatywne tendencje i problemy, z którymi mierzą się mieszkańcy miast na całym świecie.

Na wstępie warto podkreślić, że Charles Montgomery to Kanadyjczyk, który dużą część życia spędził w Vancouver – miejscu, w którym opisywane w książce negatywne trendy w dzisiejszym zagospodarowaniu miast udało się zneutralizować. Dzięki temu w trakcie swoich podróży po świecie mógł odnieść zastane w danym miejscu rozwiązania do relatywnie sprawniej działającego miejskiego systemu. Istotny jest również fakt, iż autor opiera swoje tezy i przemyślenia o szereg badań naukowych, które prześwietlają kondycję aglomeracji i ich mieszkańców na różne sposoby.

Powiedzieć, że „Miasto szczęśliwe” to książka tylko dla urbanisty, architekta czy urzędnika to duże uproszczenie. Tym bardziej, że wiele z podawanych przez Montgomery’ego przykładów, jak projekty zrealizowane przez małżeństwo Gehlów czy burmistrza Penalosę, są szeroko znane. Dzięki cytowaniu licznych wywiadów z „ofiarami” dzisiejszego stanu zagospodarowania miast, Montgomery w bezpośredni sposób przykuwa uwagę czytelnika i przekłada szereg podejmowanych decyzji politycznych, administracyjnych i planistycznych na życie przeciętnego mieszkańca.

Główną tezą Kanadyjczyka jest błąd, który popełniamy jako społeczeństwa, mierząc sukces obywateli, miast i krajów. Zdaniem Montgomery’ego łatwo mierzalne wskaźniki takie jak PKB per capita czy wzrost płac w niedostateczny sposób przekładają się na jakość życia mieszkańców. Dodając do tego fakt, iż pojęcia takiego jak „szczęście” nie da się obiektywnie zdefiniować, powinniśmy dążyć do głębokiej refleksji nad tym, jakie emocje wywołuje w nas codzienność – nasze aktywności oraz otoczenie w którym żyjemy.

C. Montgomery - "Miasto szczęśliwe"

Montgomery sprawnie porusza się pomiędzy różnymi aspektami funkcjonowania jednostek miejskich: transportem, strukturą funkcjonalną, ekonomiką, psychologią czy jakością życia. Szuka ukrytych powiązań, których na co dzień zdarza nam się nie dostrzegać. Celnie zauważa, że jako gatunek czy naród łatwo jest nami manipulować za pomocą emocji i pieniędzy, odwołując się do deklarowanych wartości. Krytykując mierzenie jakości życia za pomocą twardych wskaźników jak PKB, Montgomery słusznie podaje również w wątpliwość wiarę w nieomylność człowieka ekonomicznego, który w świetle nakreślonego przez autora obrazu staje się jedynie modelem, zupełnie oderwanym od otaczającej nas rzeczywistości.

Autorowi można zarzucić brak chęci lub świadome pominięcie kwestii teoretycznych. Biorąc pod uwagę ogrom podanych przykładów i cytowanych badań, Montgomery mógł pokusić się o próbę stworzenia nowej definicji miasta czy też przestrzeni miejskiej, uwzględniającą opisywane w książce problemy i trendy. Niemniej, „Miasto szczęśliwe” dzięki temu że posiada wartość bardziej użyteczną niż naukową, jest wyjątkowo przystępną pozycją. Warto ją polecić zarówno osobom od dawna zaangażowanym w procesy rozwoju miast jak i szeregom obywateli, którzy dzięki niej być może zaczną postrzegać przestrzeń wokół siebie oraz własne życie w nowy, krytyczny sposób.

reklamaDziękujemy wydawnictwu Wysoki Zamek za udostępnienie egzemplarzy książki „Miasto szczęśliwe”.

  • miesz-kaniec miasta

    przepraszam, będę lekko złośliwy, ale mam wrażenie, że główną receptą autora, na stworzenie miasta szczęśliwego, jest przesadzenie, najlepiej wszystkich, z aut i komunikacji miejskiej na rowery.
    przytacza przykład Kopenhagi, jako miasta zdominowanego przez rowerzystów. i niby to tylko drobiazg, ale jest też zdanie, które ma, jak mniemam, umocnić przekonanie czytelników do tego, że ludzie, którzy zaczęli jeździć rowerami nie chcą już żadnej innej formy przemieszczania się po mieście, a mianowicie że „nawet w srogą skandynawską zimę mieszkańcy Kopenhagi nie rezygnują z rowerów” (cytat z głowy). tymczasem kopenhaska zima ma się nijak do wyobrażenia o „zimie skandynawskiej”. to miasto na wyspie z bardzo łagodnym klimatem i śnieg pada tam bardzo rzadko. i kilka innych tego typu „miękkich” argumentów, które osłabiły niestety moje zaufanie do autora w kwestii jego argumentacji.
    tym nie mniej książka sympatyczna.