AKTUALNOŚCI

Wybory a przestrzeń publiczna

Wybory samorządowe za nami, czas na refleksję o tym co wydarzyło się w przestrzeni publicznej naszych miast i gmin. Lokalni politycy, często głoszący hasła o konieczności zadbania o ład przestrzenny i krajobraz, wieszają swoje plakaty na słupach i billboardach. Czy taka forma reklamy jest konieczna i czy istnieją przykłady przestrzeni bez reklam?

Plakaty i ulotki zaśmiecają nasze miasta. Ich ilość wzdłuż ulic, alejek czy na placach oraz ich jakość i sposób przywieszania może razić walory estetyczne. Jednak rozwieszający plakaty nie zwracają uwagi nie tylko na kwestie krajobrazowe, ale też często nie respektują obowiązującego prawa. Wieszanie reklam przez kandydatów w miejscach niedozwolonych jest wykroczeniem.

Dopuszczenie w takim stopniu do ingerencji w przestrzeń publiczną kampanii wyborczej, szczególnie samorządowej, powoduje degradację ich obu. Kampanie nie mają charakteru merytorycznego, liczy się tylko „twarz i nazwisko” . W jednym z 80-tysięcznych miast ubiegający się o reelekcję prezydent nie posiadał strony internetowej, a programu wyborczego należało szukać w informacjach lokalnych mediów.

Zgodnie z art. 63a kodeksu wykroczeń, każdy kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez wymaganej zgody właściciela lub zarządcy budynku, ogrodzenia, latarni itp., podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny. Orzec można przepadek rzeczy stanowiących przedmiot wykroczenia oraz nawiązkę w wysokości do 1500 złotych lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego. Tu pojawia się jednak problem egzekwowania przepisów – zgodnie z polskim prawem karze podlega rozwieszający reklamy, a nie ich zleceniodawca. W praktyce oznacza to konieczność łapania sprawców na gorącym uczynku.

Zakaz wieszania plakatów wyborczych na słupach, skrzynkach oraz innej infrastrukturze podczas tegorocznej kampanii wydały m.in. firmy zarządzające tą infrastrukturą. Niestety w tym przypadku powszechne jest, że kandydaci nielegalnie wieszali swoje plakaty, nie szanując prywatnej własności. Podobnie dzieje się w przypadku ogrodzeń prywatnych działek.

Również kodeks wyborczy traktuje o reklamie. Zakazy agitacji obowiązują na terenie urzędów administracji rządowej i samorządowej, sądów oraz szkół. Art. 110 ust. 1 oraz art. 495 powielają zapisy kodeksu wykroczeń, mówiąc o wymaganej zgodzie właścicieli obiektów i grzywnie za ich umieszczanie bez pozwoleń. Media donosiły o przypadkach wielkoformatowych plakatów wyborczych na ogrodzeniach szkół, czy zabytków. W przypadku tych drugich komitety wyborcze miały pozwolenia właścicieli, ale już nie wojewódzkich konserwatorów zabytków.

Komitety wyborcze muszą także dostosować się do obowiązujących przepisów porządkowych. Władze gminy zobowiązane są do podania wykazu miejsc wyznaczonych przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, które przeznaczone są do bezpłatnego umieszczania urzędowych obwieszczeń wyborczych i plakatów wszystkich komitetów. Umieszczanie plakatów wyborczych w innych niż wyznaczone na ten cel miejscach jest możliwe po uzyskaniu zgody właściciela lub zarządcy obiektu. Za nieprzestrzeganie danego obowiązku komitety mogą zapłacić karę grzywny w wysokości 5 tys. zł.

Materiały wyborcze umieszczone na miejscach do tego przeznaczonych lub za zgodą właścicieli podlegają ochronie prawnej. Ich niszczenie jest karane grzywną do wysokości 5000 zł.

Nieodpłatność = chaos?

Miasta te znajdują się w mniejszości. W Gdyni zakaz wieszania plakatów obejmuje tylko kilka ulic – Świętojańską z placem Kaszubskim, Bulwar Nadmorski oraz niewielki fragment Skweru Kościuszki. Władze z uwagi na bezpieczeństwo zakazały wieszania plakatów na Estakadzie Kwiatkowskiego. Komitety wyborcze zgłaszają do Zarządu Dróg i Zieleni miejsca oraz ilość wieszanych plakatów, nie płacą za zajmowanie przestrzeni. Nieodpłatnie z przestrzeni pasa drogowego korzystać mogą komitety wyborcze w Katowicach. W tym roku władze Częstochowy zniosły opłaty za korzystanie z pasa drogowego, przez co na słupach i innych elementach infrastruktury pojawiły się nowe plakaty, a chodniki czy trawniki zapełniły się „potykaczami” z twarzami kandydatów.

Tanio i wszędzie

Zakazy wieszania plakatów przy głównych ciągach nie obowiązują w Wejherowie, Sopocie czy w Gdańsku – w tych miastach jedynymi wymogami lokalizacyjnymi jest brak zasłaniania widoczności kierowcom oraz nie zasłanianie znaków drogowych. W styczniu tego roku Rada Miasta Sopotu, głosami PO i Samorządności odrzuciła projekt zakazu wieszania reklam na reprezentacyjnej ulicy Bohaterów Monte Cassino. W sąsiednim Gdańsku powstać miała specjalna komisja zajmująca się chaosem reklamowym powstającym przy wyborach, taka jednak nie powstała. W stolicy województwa pomorskiego opłata za powieszenie reklamy wynosi ok. 2 zł za metr kwadratowy/dzień (dla porównania – w Lublinie stawka ta wynosi 10 zł).

Bezpłatnie tylko w wybranych miejscach

Innym sposobem walki z chaosem reklamowym jest zniesienie opłat tylko w wybranych miejscach. Tą drogą postanowiły udać się władze Łodzi i Warszawy, które szczegółowo wyznaczyły miejsca, gdzie kandydaci ogłaszać mogą się bez opłat. Prezentujemy ich listy: Łódź ( link ) – około 100 miejsc, Warszawa ( link ) – około 200 miejsc.

Odpłatność lekiem?

W Krakowie władze pobierają od komitetów opłaty za korzystanie z przestrzeni publicznej. Poza finansowymi korzyściami które później przeznacza m.in. na sprzątanie, miasto zyskuje kontrolę w kwestii estetyki miasta, zapewnia bezpieczeństwo pieszym i kierującym. Odpłatność za każdą reklamę obowiązuje także we Wrocławiu. Władze tego miasta próbowały różnych sposobów i ostatecznie uznały, że tylko opłata za każdą reklamę dyscyplinuje komitety wyborcze do odpowiedniego zachowania. W Lublinie za każdy plakat wieszany na słupie czy na miejskich barierkach trzeba było płacić 1 zł za metr kwadratowy – od tego roku rada miasta podniosła tę stawkę do 10 zł. Zdecydowała też, że trzeba uzyskać zgodę miasta na powieszenie banerów. Warto zaznaczyć, że 10 zł to maksymalna stawka jaką może uchwalić samorząd (art. 40 ust. 8 ustawy o drogach publicznych).

Tu działają zakazy

W Poznaniu nie ma zgody na wieszanie reklam na należących do miasta lampach ulicznych. Komitety wyborcze mogą prezentować swoich kandydatów tylko w wyznaczonych miejscach, na słupach ogłoszeniowych. Innym z miast które całkowicie zakazuje wieszania plakatów na infrastrukturze jest Biała Podlaska. Już od kilku kampanii wyborczych obowiązuje tam zakaz rozwieszania plakatów i haseł wyborczych na latarniach, słupach oświetleniowych oraz przystankach komunikacji miejskiej. Również w tym roku prezydent miasta podjął decyzję o nieudzielaniu zgody na tego typu reklamy w przestrzeni miejskiej. Podobną decyzję we wrześniu na Biuletynie Informacji Publicznej zamieścił prezydent Zduńskiej Woli.

Dobra wola

Kandydaci do Rady Miasta Helu nie drukowali w tym roku żadnych ulotek ani plakatów. Komitet wyborczy obecnego burmistrza wydał pieniądze jedynie na list, który trafił do każdego domu. Zaoszczędzoną kwotę kandydaci przeznaczyć chcą dla puckiego hospicjum.


Za wydawanie pozwoleń odpowiedzialne są wydziały dróg, które nie biorą pod uwagę kryterium estetyki. Można odnieść wrażenie, że pozwolenia wydawane są masowo. Gdy liczba reklam w przestrzeni rośnie doprowadza to do sytuacji, w której łatwiej powiesić plakat nielegalnie – przecież nikt nie zauważy. Zapomina się wówczas o sprawie najważniejszej – bezpieczeństwie ruchu – kierowcy zamiast skupić się na drodze i obserwacji chodnika rozpraszani są dodatkowymi bodźcami.

Kolejną kwestią jest trudność z rozróżnieniem reklamy nielegalnej z legalną przez zwykłą osobę. By dowiedzieć się czy plakat wisi po wcześniejszym zezwoleniu trzeba skontaktować się z wydziałem dróg, a odpowiedź drogą elektroniczną może trwać kilka dni. Samorządy nie dysponują wystarczającymi środkami, aby ciągle kontrolować sytuację reklamy w przestrzeni, szczególnie w okresie przedwyborczym.

Rozwiązaniem może być ogólny dostęp do listy wydanych zezwoleń. Do każdego wniosku o pozwolenie zajęcia pasa drogowego wymagane jest załączenie planu sytuacyjnego. Urząd udostępni wówczas zestawienie tabelaryczne zawierające dane o lokalizacji, liczbie nośników, dacie obowiązywania i treści. Można pójść o krok dalej i takie dane wnieść do gminnych systemów GIS, które są coraz popularniejsze.

Plakaty i hasła wyborcze powinny być usunięte przez komitety w ciągu 30 dni od dnia wyborów. Jeżeli ich umieszczenie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo bezpieczeństwu ruchu drogowego lub mienia, zostaną usunięte przez służby porządkowe a koszty pokryją komitety wyborcze.

Pozytywnym zjawiskiem jest społeczna presja na kandydatów. W sieci w ciągu ostatnich tygodni pojawiło się wiele stron i profili zajmujących się zjawiskiem wyborczego chaosu reklamowego. Wśród nich można wyróżnić profil Nie głosuję na polityków, którzy zaśmiecają moje miasto. Autor zbiera przykłady zaśmiecania przestrzeni publicznej przez kandydatów w tegorocznych wyborach.

Czy da się inaczej?

Belgijskie prawo zabrania płatnych reklam wyborczych w mediach, na billboardach oraz na innych komercyjnych nośnikach reklamowych. Materiały wyborcze kandydatów mogą znajdować się na specjalnie instalowanych w czasie kampanii tablicach. Jednak niektóre z belgijskich gmin rezygnują nawet z tej formy kampanii. Rozmiar wyborczych reklam jest regulowany poprzez regionalne prawo urbanistyczne – wszystkie plakaty powyżej powierzchni metra kwadratowego wymagają uzyskania pozwolenia. Kampania wyborcza w tym kraju odbywa się głównie poprzez spotkania z wyborcami, debaty telewizyjne oraz przez Internet. Warto nadmienić, że uczestniczenie w wyborach w Belgii jest obowiązkowe.

Irlandzkie prawo zakazuje wieszania plakatów na słupach, bez każdorazowej pisemnej zgody ich właściciela. Dodatkowo plakaty wyborcze muszą zostać usunięte już po tygodniu od wyborów. Niewypełnienie tego przepisu skutkuje karą 150 euro za każdy pozostawiony plakat.

autorzy: Wojciech Wojtowicz, Kamil Suchożebski
zdjęcia: materiały własne oraz zbiór zdjęć z profilu Nie głosuję na polityków, którzy zaśmiecają moje miasto
  • z

    zgadzam się z wieloma wyrażonymi tu opiniami, tak samo jak do niedawna byłam bardzo przeciwko chaosowi reklamowemu w przestrzeni. Jako warszawianka, dopiero kilka dni przed wyborami, wyszukując informacji na ten temat dowiedziałam się o kilku kandydatach na prezydenta (!) miasta. Dotarło do mnie jak wielkie znaczenie mają billboardy i plakaty. Obserwując wiele stron dot. Warszawy, czytając prasę, nie znalazłam nikogo więcej prócz kilku bardzo dobrze znanych kandydatów. Wydaje się więc że najlepszym przykładem jest Hel, ale ciężko mi jest realnie wyobrazić sobie taką sytuację w stolicy… niestety

  • Pingback: Dokąd prowadzi walka miast z nadmierną ilością reklam? - Urbnews.pl()