AKTUALNOŚCI

Ciemne niebo nad Warszawą – rzecz o zanieczyszczeniu światłem

Mieszkańcu Warszawy, co byś pomyślał, gdybym Ci powiedziała, ze nie wiesz jak wygląda prawdziwe nocne niebo?  Pewnie nie uwierzyłbyś. A gdyby jedynym sposobem na obserwację zjawisk astronomicznych było odcięcie Stolicy od prądu…? Zanieczyszczenie światłem to problem, z którego często nie zdajemy sobie sprawy. 

zanieczyszczenie-swiatlem1O problemie zanieczyszczenia światłem jeszcze do niedawna mówiono w kontekście wielkich aglomeracji amerykańskich czy azjatyckich. Wraz ze wzrostem urbanizacji naszych polskich miast, temat ten wkroczył także na nasze salony naukowe, jako ważny problem przyrodniczy (po części także urbanistyczny). Można rzec, że dzięki światłu widzimy i poznajemy przestrzeń. Narzekamy na nieoświetlone ulice, zachwycamy się iluminacjami świetlnymi (chociażby widocznym zewsząd Stadionem Narodowym czy Mostem Świętokrzyskim), trochę mniej cieszy nas wszechobecne oświetlenie reklamowe, ale jednak każdy czuje, że takie oświetlenie jest niezbędne.

W czym problem? Człowiek marnuje wyprodukowane przez siebie światło a w wyniku tego nocne niebo (nad Warszawą) wydaje się być jaśniejsze, niż faktycznie jest.  Jak marnuje? Światło albo świeci się za długo (mowa też o pozostawionym w łazience niezgaszonym świetle), albo jest zbyt jasne. Najczęściej oświetlenie uliczne jest po prostu źle osłonięte (albo nie osłonięte w ogóle), co powoduje, że światło zamiast oświetlać teren pod latarnią, świeci ,,Panu Bogu w okno’’. Do tego należy dodać reflektory samochodów, których na stołecznych ulicach jest zbyt dużo (ale o tym w innym artykule).

Naukowcy donoszą, że co roku zwiększa się ilość sztucznego nocnego światła i to aż na poziomie prawie 10%. Okazuje się, że ciemność nieba po prostu zanika, jest niemożliwa do zaobserwowana w większych ośrodkach miejskich. Niebo nad Warszawą jest tak jasne, że zamiast ponad 3000 gwiazd (widocznych poza terenami zurbanizowanymi), widzimy zaledwie około 500 najjaśniejszych. Sztuczne nocne światło zaburza nam percepcję widzenia. Można dojść do zdumiewającego wniosku, że światło jest po prostu śmieciem, niepotrzebnym elementem.  Co ważne, miasto płaci niepotrzebne rachunki za światło, które możnaby przyciemnić lub po prostu wyłączyć (czy Stadion Narodowy mógłby świecić 4 dni w tygodniu a nie 7?).

Szczerze powątpiewam, że miasto nagle podejmie działania zmierzające do rozwiązania tego problemu. Dlatego też pozostaje mi zaprosić wszystkich, którzy chcą zobaczyć prawdziwe ciemne niebo do Izerskiego Parku Ciemnego Nieba oraz do Parku Gwiezdnego Nieba ,,Bieszczady”, które stanowią obszar ochronny przed zanieczyszczeniem światłem.

A dla Gospodarzy Przestrzennych podsyłam link do darmowego programu– Roadpollution. Nie jest to program do projektowania oświetlenia ulic, służy jedynie (lub aż) analizie instalacji oświetlenia dróg i jej oceny wpływu na środowisko w zakresie zanieczyszczenia światłem sztucznym. Może okazać się przydatnym narzędziem do oceny jakości projektowanego oświetlenia.

  • Daniel Stępniak

    Dobry artykuł, poruszający ciekawy ostatnio temat. Dla zainteresowanych podrzucam dwa linki: z animacją i zdjęciem, które pozwalają uzmysłowić sobie jaka jest dynamika tego problemu.

    Animacja poziomu LP w 1992 i 2010 roku- http://esamultimedia.esa.int/images/imageoftheweek/Europe-1992-2010-compare-subset_H.gif

    LP w Polsce http://nightsky.blox.pl/resource/lp_poland_small.jpg

    W porównaniu do niektórych regionów Europy zachodniej nie
    jest jeszcze tak tragicznie, bo wyjeżdżając kilkadziesiąt kilometrów za miasto, na mniej zabudowaną miejscówkę, mamy jeszcze szansę oglądać niebo z zasięgiem ~6 magnitudo. W UK, czy krajach Beneluksu jest to już praktycznie nie możliwe. Warto zwrócić uwagę na wspomniane inicjatywy, takie jak parki ciemnego nieba w Górach Izerskich i nowo powstały Bieszczadach, w których kilka razy do roku prowadzone są wspólne obserwacje i warsztaty astronomiczne, dające możliwość przekonania się na własne oczy ile uroku nocnego nieba tracimy żyjąc w dużym mieście.

    I wbrew pozorom nie chodzi o jakieś okrutne ograniczenie rozrostu miast, a o rozsądną politykę. Na przykład stosowanie lamp świecących w „cały świat” (dotyczy to na przykład tych „stylowych” na odnawianych rynkach miast, czy reflektorów oświetlających ogromne billboardy), zamiast dających światło punktowe- bezpośrednio na ulicę. Albo ograniczenie oświetlenia w określonych godzinach (na przykład nocą),
    co jest stosowane w coraz większej liczbie gmin. W miastach argumentem jest
    odpowiednie oświetlenie dla bezpieczeństwa mieszkańców… ale wystarczyłoby
    wyłączać co drugą latarnię uliczną w późnych godzinach nocnych.